Reklama

ChoZoba.pl - śmieszne zdjęcia, śmieszne filmy, śmieszne obrazki, ciekawe artykuły, memy, poradniki


2017-06-11 ziolko

Trumienka pod podłogą, a w niej dziewczynka. Przeleżała tak 140 lat

Spod podłogi garażu w domu jednorodzinnym wyciągnęli metalową trumienkę z maleńkim dzieckiem w środku. Dziewczynka wyglądała, jakby zmarła wczoraj. Nazwali ją Miranda Eve, pochowali na cmentarzu i rozpoczęli poszukiwania. - Ponad wszystko chciałam się dowiedzieć, kim jest i oddać jej prawdziwe imię - mówi Elissa Davey, szefowa organizacji Garden of Innocence, która zaopiekowała się ciałem dziecka. Okazało się, że dziewczynka przeleżała pod ziemią 140 lat, udało się znaleźć jej ostatniego żyjącego krewnego. W maju 2016 roku Erica Karner rozpoczęła remont w swoim domu w Richmond (obszar metropolitalny San Francisco-Oakland-San Jose). Kiedy jej ekipa budowlana kopała w garażu, natknęła się na dziwnie wyglądającą metalową skrzynię. Było to podłużne, około półtorametrowe i mocno skorodowane opakowanie z dwiema szybkami w wieku. Po oczyszczeniu okienek budowlańcy wpadli w osłupienie. Wyglądało na to, że w środku znajdują się praktycznie nienaruszone zwłoki dziecka. Erica Karner wezwała koronera. Ten pojawił się w Richmond kolejnego dnia i zarządził otwarcie trumienki. Ich oczom ukazało się ciało dziecka, około dwu-trzyletniego, ubrane w długą białą i koronkową sukienkę, z maleńkimi fioletowymi kwiatkami we włosach oraz krzyżem z kwiatów. Koroner ocenił, że dziecko musiało zostać pochowane wiele lat temu. Trumna była tak szczelna, że nie dostało się do niej żadne powietrze, ciało było w doskonałym stanie, a dziecko wyglądało, jakby dopiero co zasnęło. Styl wykonania sarkofagu sugerował, że dziecko mogło być pochowane nawet ponad 150 lat wcześniej. Osiedle na starym cmentarzu Tak wygląda masowy grób osób, których ciała przeniesiono z Odd Fellows. Ziemię dzierżawi farmer / Źródło: Garden of Innocence W latach 90. XIX wieku władze San Francisco doszły do wniosku, że rozrastający się miejski cmentarz zajmuje zbyt dużo miejsca w dynamicznie rozwijającym się mieście. Już wówczas nekropolia zajmowała obszar około 68 hektarów i stale rosła. W 1902 roku władze miasta wydały dekret zakazujący sprzedaży kwater i pochówku na terenie San Francisco. Zmarłych zaczęto grzebać w oddalonej na południe Colmie, która w założeniu miała się stać ogromną nekropolią. Tak też się stało. Dzisiejszą Colmę, nazywaną miastem ciszy, stanowią głównie cmentarze: na jednego mieszkańca przypada tutaj aż tysiąc zmarłych. Decyzja o wstrzymaniu pochówków w San Francisco okazała się doraźna, bo błyskawicznie rozwijające się miasto potrzebowało nowych terenów i zaczęło upominać o teren starego cmentarza Odd Fellows. W 1923 roku zapadła decyzja o rozpoczęciu ekshumacji i przenoszeniu zmarłych do Colmy, gdzie większość z nich spoczęła w masowych grobach. W sumie przeniesiono około 300 tysięcy ciał. Nie wszystkie. Teren cmentarza Odd Fellows przejęli deweloperzy. Powstała dzielnica domów jednorodzinnych. W 1936 roku zbudowano dom, w którym dzisiaj mieszka Erica Karner. "To dziecko było opuszczone przez miasto San Francisco" Ciało dziecka było pogrzebane na terenie prywatnej posesji, na co pozwala kalifornijskie prawo, dlatego koroner stwierdził, że tutaj jego rola się kończy. Polecił właścicielce zakopanie trumny w miejscu jej znalezienia albo zapłacenie za pochówek w Colmie. Stwierdził także, że kobieta mogłaby dać znać firmie zajmującej się pracami archeologicznymi, by eksperci przyjechali i ocenili sytuację. Koroner wyszedł, a Erica Karner została ze zwłokami dziecka sprzed lat w garażu. Kobieta skontaktowała się z kilkoma firmami pogrzebowymi w Colmie, które wyceniły pochówek dziewczynki na około 7 tysięcy dolarów. Firma polecona przez koronera za odebranie zwłok zażyczyła sobie aż 20 tysięcy dolarów. Kobieta nie miała takich pieniędzy. Tymczasem zwłoki pozostawione w otwartej trumnie zaczynały się powoli psuć, czasu było coraz mniej, a Karner zewsząd była odsyłana z kwitkiem. Dopiero dziesiątego dnia po znalezieniu trumienki do Elissy Davey, założycielki fundacji Garden of Innocence, która zajmuje się pochówkami dzieci porzuconych przez rodziców, zadzwoniła urzędniczka z San Francisco. Prosiła o pomoc w nietypowej sprawie... - Zadzwoniłam do Karner i bez wahania zaoferowałam jej pomoc - powiedziała w rozmowie z tvn24.pl Elissa Davey z Garden of Innocence. Z kobietą - jak mówi - skontaktowała się, kiedy ta była już całkowicie zrezygnowana, odprawiana z kwitkiem wszędzie, gdzie tylko udała się po pomoc. Organizacja zdecydowała się odebrać dziecko, choć sprawa była całkowicie inna od tych, którymi zajmują się na co dzień. - To dziecko nie zostało opuszczone przez rodziców, było opuszczone przez miasto San Francisco, które odmówiło pomocy. Miasto było jedynym odpowiedzialnym za przeniesienie 29 tysięcy ciał z cmentarza Odd Fellows i pominięcie tego jednego - oświadczyła Davey. Garden of Innocence zaczęło działać. Ciało dziewczynki w końcu przewieziono do kostnicy i rozpoczęto przygotowania do pochówku.

0
1
2017-02-27 ziolko

ALLO, ALLO…

Telefony komórkowe zdominowały nasze życie. Są nieodzownym elementem codzienności. Życie bez telefonu komórkowego, bez smartfona, bez stałego dostępu do Internetu wydaje się być niemożliwe. Wyjściu z domu bez telefonu, towarzyszy panika typu: I co teraz będzie?! Jak ja się skontaktuję z domem?! Albo: O matko! Nie wiem, co się z nim/nią teraz dzieje! A jeśli coś się stanie, nie będziemy nic wiedzieć! Wielu z nas pamięta życie bez telefonu w ogóle, a bez telefonu komórkowego w szczególności. Dzieci wyjeżdżały na kolonie, jechały do internatu, rodziny rozdzielał wyjazd służbowy i nic się nie działo. Były budki telefoniczne, urzędy pocztowe, znajomi, z telefonu których można było skorzystać w ich domu i wiele innych możliwości. Ludzie pisali listy, które w kopercie wrzucali do skrzynki pocztowej. Skrzynki pocztowe były ustawione na ulicach miast i przy wiejskich drogach. Podobnie jak budki telefoniczne, które były niemal na każdym rogu ulicy. Dzisiaj z horyzontu zniknęły nie tylko budki telefoniczne, jako relikt przeszłości, lecz zniknęły także skrzynki pocztowe. Są poczty, na których nie uświadczymy tego, jakże pięknego i sentymentalnego przedmiotu w czerwonym kolorze. Bycie online, pozostawanie w bezustannym kontakcie z innymi jest znakiem naszych czasów, stało się nie tylko normą, lecz wręcz przymusem, obowiązkiem, symptomem bycia na czasie. Kto nie jest online, ten nie istnieje! – można byłoby zawołać. Zanurzyliśmy się po uszy w codziennej gadaninie przez telefon, zespoliliśmy się z tym przedmiotem, który niemal przykleił się do nas i stał się częścią nas samych, niczym dodatkowa część ciała. Bez telefonu czujemy się, jak bez ręki. Dzięki telefonom jesteśmy bezustannie inwigilowani przez służby bezpieczeństwa, służby wywiadowcze, firmy badające nasze preferencje zakupowe. Telefony komórkowe pozwalają dokładnie analizować nasze zachowania konsumenckie po to, aby łatwiej sprzedać nam kolejny przedmiot, nową usługę. Jesteśmy fotografowani, nagrywani i podsłuchiwani. Utraciliśmy swoją prywatność, przestaliśmy być incognito. A wszystko to dzieje się za naszym przyzwoleniem i na nasze własne życzenie. Bezustannie tokując, robiąc sweet focie, nagrywając siebie i innych pędzimy nieświadomi niczego. Pędzimy nie tylko ku zagładzie świata, pędzimy ku zagładzie człowieczeństwa, zagładzie nas wszystkich i każdego z osobna. Idziemy potulnie niczym owieczki, zmierzając w paszczę wilka. Zapętliliśmy się w codzienności, ścigamy się z czasem, sądząc, że bycie online jest na to najlepszym sposobem. Biegamy niczym chomik w kołowrotku i tak jak ten chomik mamy nadzieję, że za chwilę, za rogiem będzie upragniona nagroda, będzie to, na czym nam najbardziej zależy. W codziennym zabieganiu zgubiliśmy to, co jest najważniejsze, dzięki czemu w ogóle staliśmy się ludźmi i jesteśmy tutaj, gdzie jesteśmy.

0
1
następna strona

ChoZoba.pl - śmieszne zdjęcia, śmieszne filmy, śmieszne obrazki, śmieszne gify, ciekawe artykuły, poradniki, generator memów.